MENU

22 stycznia 2018

Zaległe szalone okładki

 

Hihi szalone, takie pojechane po całości. 
Dla wielbicielki wszystkiego co inne, kolorowe, pomazane, pstrokate.
Oj tak Beatka to jak Andy Warhol, a ja wczułam się w ten klimat...troszkę.
Zdjęcia tylko trzech okładek.
Czwarta w kolorowe koła, 
nie załapała się do zdjęcia.
Wstążki pasmanteryjne, stare naszywki,
 aplikacje, kieszeń od spodni.
Papier woshpapa jako nalepka.
Tiulowa wstążka i moja aplikacja z filcu .

I dziś wiem, nie będę ślepo podążała za modą.
Kupiłam woshpapa.
Dwa kolory, niewielkie kawałki, bo droga.
Dla mnie kicz.
Przyszyte do okładki
i imitujące nalepkę - OK.
Jednak gdy uszyłam etui na długopisy
z je udziałem - tragedia.
Mimo moczenia, naciągania,
po wyschnięciu sztywne.
 Niemiłe dla oka i dla zmysłu dotyku.
Żaden efekt.
Nie  moja bajka.
Beatka od września jest dumną studentką
i teraz zdaje mi relacje z każdej piąteczki,
otrzymanej do indeksu.

5 komentarzy:

  1. Jakie fajne te okładki, aż się humor poprawia od samego patrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj przydałyby mi się takie okładki na książki które czytam, bo mimo że dbam, to zawsze cos się stanie z okładką :) A Twoje okładki Elu są cudne :)
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajniutkie okładeczki! Ściskam mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę odgapić i mężowi taką uszyć na notes, są niesamowite:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne, takie żywe, wesołe! Dodają energii i chęci do nauki:)

    OdpowiedzUsuń

DZIEKUJĘ ZA ODWIEDZINY
Zapraszam ponownie