Skąd ten pomysł na nazwę posta?
Dzienniki?
Recykling?
Stara walizka?
A to jest ciekawa historia. Opowiem Wam ją i może trochę ubarwię. Usiądźcie wygodnie, weźcie coś do picia i przenieście się w przeszłość.
![]() |
| ul. Krakowskie Przedmieście Warszawa lata 60 te (zdjęcia z www.polska.org) |
Lata 60. Warszawa powstaje z gruzów. Powoli wyłania się Stare i Nowe Miasto. Niestety wciąż nie ma funduszy na odbudowę Zamku Królewskiego. Pierwsze prace rozpoczną się dopiero po 1970 roku.
Miasto zaczyna tętnić życiem. Wszędzie panuje hałas, szum, pośpiech. I nie ma się co dziwić, Warszawa to już milionowe miasto, do którego ściągają ludzie z całej Polski, aby znaleźć pracę, miłość. Są pełni wiary i nadziei, że będzie lepiej, że już jest po wszystkim. Że to co najgorsze, już nie wróci.
Wśród dwudziestolatków panuje moda na prostotę: spodnie rurki 3/4-te, luźny sweterki, bluzki, spódniczki mini. Chustki wiązane na głowie. Płaszcze prochowce, kamizelki i marynarki wśród mężczyzn.
W tym właśnie mieście, w tym czasie, moja mama osiemnastolatka, wybiera się w swoją pierwszą samodzielną podróż. Nad morze.
I to było jedyne spotkanie z morzem w jej całym życiu. Nigdy więcej już tam się nie wybrała.
Kilka lat później zacumowała w małym miasteczku na zachodzie Polski, tuż przy granicy z Niemcami. Zakochała się i założyła rodzinę wraz z moim Tatą.
A ta walizka, z pierwszej wyprawy nad morze, przyjechała z nią właśnie te strony. Od kiedy pamiętam stała w pokoju przy strychu. Mama trzymała tam swoje różne rzeczy, przede wszystkim wykroje, jakieś szablony do haftów.
A ja, za każdym razem kiedy przyjeżdżałam do rodziców zerkałam na tę walizkę i myślałam:
Pewnego dnia moja mama już nie mogła się patrzeć na te moje westchnienia i spojrzenia, i powiedziała:
- Jak ci się tak bardzo podoba, to ją weź!
Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa. Wracałam z siostrzenicą i z siostrzeńcem pociągiem do Wrocławia, a w ręku dzierżyłam walizkę. Walizkę z lat 60.
Widziałam te spojrzenia:
- Patrzcie, ale ma fajną walizkę. Och, one teraz są takie modne. Szczęściara.
A ja? Ja miałam walizkę z historią. Z piękną historią.
Teraz walizka jest u mnie i też w niej trzymam skarby. Trzymam tutaj wykroje i szablony, które w walizce dała mi moja mama. Tutaj pakuję różne stare papiery, dodatki. I z tych właśnie papierów, ze starych gazet, ze starych książek, czasopism tworzę śmieciowe notesy, czyli junk journal.
Zapraszam Was do mojego świata recyklingu. Wiele z tych journali już pewnie widzieliście, na moim kanale na YT.
Nie ma już tego social media. Usunęłam go dla własnego zdrowia psychicznego. I wcale nie żałuję.
Nie jestem pewna, czy na blogu pokazałam wszystkie stworzone dziennik śmieciowe. Więc będę uzupełniać.
I będą to rzeczy stworzone ze skarbów ukrytych w Starej Walizce. Dodatkowo tutaj będą też wszystkie wpisy do art journal, bo to też journaling.
![]() |
| ul. Krakowskie Przedmieście Warszawa lata 60 te (zdjęcia z www.polska.org) |
Miasto zaczyna tętnić życiem. Wszędzie panuje hałas, szum, pośpiech. I nie ma się co dziwić, Warszawa to już milionowe miasto, do którego ściągają ludzie z całej Polski, aby znaleźć pracę, miłość. Są pełni wiary i nadziei, że będzie lepiej, że już jest po wszystkim. Że to co najgorsze, już nie wróci.
Wśród dwudziestolatków panuje moda na prostotę: spodnie rurki 3/4-te, luźny sweterki, bluzki, spódniczki mini. Chustki wiązane na głowie. Płaszcze prochowce, kamizelki i marynarki wśród mężczyzn.
![]() |
| Styl PRL (zdjęcia z www.polska.org) |
W tym właśnie mieście, w tym czasie, moja mama osiemnastolatka, wybiera się w swoją pierwszą samodzielną podróż. Nad morze.
Właśnie skończyła szkołę zawodową. Została krawcową. Zakupiła małą tekturową walizkę, do której spakowała kilka ciuszków. Dosłownie kilka: strój kąpielowy, spodnie, sweter, bielizna. I wyruszyła ze znajomymi nad polskie morze.
![]() |
| zdjęcie prywatne |
![]() |
| zdjęcie prywatne |
I to było jedyne spotkanie z morzem w jej całym życiu. Nigdy więcej już tam się nie wybrała.
![]() |
| Plaża w Świnoujściu z lat 60-tych (zdjęcia z www.polska.org) |
| zdjęcie prywatne |
A ta walizka, z pierwszej wyprawy nad morze, przyjechała z nią właśnie te strony. Od kiedy pamiętam stała w pokoju przy strychu. Mama trzymała tam swoje różne rzeczy, przede wszystkim wykroje, jakieś szablony do haftów.
A ja, za każdym razem kiedy przyjeżdżałam do rodziców zerkałam na tę walizkę i myślałam:
- Ach, żeby ona była moja.
Pewnego dnia moja mama już nie mogła się patrzeć na te moje westchnienia i spojrzenia, i powiedziała:
- Jak ci się tak bardzo podoba, to ją weź!
Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa. Wracałam z siostrzenicą i z siostrzeńcem pociągiem do Wrocławia, a w ręku dzierżyłam walizkę. Walizkę z lat 60.
Widziałam te spojrzenia:
- Patrzcie, ale ma fajną walizkę. Och, one teraz są takie modne. Szczęściara.
A ja? Ja miałam walizkę z historią. Z piękną historią.
| zdjęcie prywatne |
Teraz walizka jest u mnie i też w niej trzymam skarby. Trzymam tutaj wykroje i szablony, które w walizce dała mi moja mama. Tutaj pakuję różne stare papiery, dodatki. I z tych właśnie papierów, ze starych gazet, ze starych książek, czasopism tworzę śmieciowe notesy, czyli junk journal.
| zdjęcie prywatne |
Zapraszam Was do mojego świata recyklingu. Wiele z tych journali już pewnie widzieliście, na moim kanale na YT.
Nie ma już tego social media. Usunęłam go dla własnego zdrowia psychicznego. I wcale nie żałuję.
Nie jestem pewna, czy na blogu pokazałam wszystkie stworzone dziennik śmieciowe. Więc będę uzupełniać.
I będą to rzeczy stworzone ze skarbów ukrytych w Starej Walizce. Dodatkowo tutaj będą też wszystkie wpisy do art journal, bo to też journaling.
Gdzie je ukrywacie?
Bawicie się tworzeniem rzeczy "ze śmieci"?
Chętnie do Was wpadnę i zobaczę.
Stwórzmy nasze miejsce, pełne pomysłów, pasji i recyklingu, bo nasza planeta woła o pomoc. Zacznijmy już dziś od siebie.
Bawicie się tworzeniem rzeczy "ze śmieci"?
Chętnie do Was wpadnę i zobaczę.
Stwórzmy nasze miejsce, pełne pomysłów, pasji i recyklingu, bo nasza planeta woła o pomoc. Zacznijmy już dziś od siebie.
Jejku, jejku ! Co to się dzieje! Jestem w szoku.
Wejść na bloga jest coraz więcej, to znaczy, że blogowa sfera ma się bardzo dobrze, co cieszy mnie ogromnie.








Jaka piękna historia! Taka klimatyczna.
OdpowiedzUsuńChyba każdy ma swoją "starą walizkę" - u mnie to stareńkie albumy ze zdjęciami, listy, zeszyty z przepisami kulinarnymi. Walizy tak pięknej nie mam, ale mam ładne pudełka do przechowywania, często wykonane własnoręcznie ozdobione:) Zaraz pobuszuję głębiej, bo ciekawa jestem Twoich artjournali :)
Serdecznie pozdrawiam.
PS. Walizka piękna. Uwielbiam przedmioty z duszą:)
Cześć Izunia. Już szybki komentarz u Ciebie dodałam, taki zwiastun he he.
UsuńNie wiem, czy art journale są tu wszystkie. Były na kanale. ale nadrobię. Będzie mi miło..
u Ciebie czekają mnie długie wieczory, ale za to jakie....
Pięknie się czytało, te czasy nie wrócą.Tez mialam brązową walizkę dosyć dużą, na strychu stała a w niej było moje wiano które mama kazała zbierać, ręcznik, ścierki itp.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńUrszulko, nie wiemy. Życie płata figle. Cieszmy się z tego, co jest, oby nie było gorzej. Och wiano... no tak, tak było.
Usuńdziękuję za komentarz....pozdrawiam
Piękne wspomnienia. Każdy kiedyś miał w swoim zasięgu tak a walizkę, tylko często lądowały na śmietniku. Dziś żal, ale czasu się nie wróci. Ja mam w domu drewnianą walizeczkę ze skórzanym zapięciem i nie dam jej nikomu wyrzucić. Jest to walizka pełna wspomnień mojej teściowej.
OdpowiedzUsuńPiękny i bardzo nostalgiczny wpis, chętnie go przeczytałam.
Pozdrawiam Alina
Alinko, dziękuję, bardzo miło czytać takie słowa. Och chowaj ją, troszcz się o nią, tym bardziej, że od Teściowej, a to różnie mówią. Ja też miałam dobrą teściową. Mam kilka pamiątek po niej, takich tylko dla mnie. I wspomnienia.
UsuńStare czasy, ale miło powspominać. Kiedyś miałam taką walizkę i jechałam z nią na pierwsze kolonie, niestety nie mam jej już a co za tym idzie nie przechowuję w nic, ale gdybym ją miała to jak nic lądowałyby w niej wszystkie moje gazetki rękodzielnicze, a mam ich dość sporo. Nie dziwię Ci się że przechowujesz w niej same skarby !!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Piękna rodzinna historia Elu. Też miałam małą walizkę, z którą jechałam na swoje pierwsze kolonie -podobnie jak Ania. Nie lubiłam ani walizki, ani kolonii... A pamiątki przechowuję w pudełku i staram się, aby nie było ich zbyt wiele. To wynika z mojego życiowego minimalizmu;) Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń