Nie dla mnie, a ode mnie. Dla mojej Agusi. Jak zawsze wszystkich zdjęć nie mam, bo szybko pakuję, ale mam te. Obrazek w czarnej ramce. Obrazek maleńki, wykonany transferem na białym płócienku.
Uwielbiam zmiany i te duże i te małe. Oj tam, oj tam, jak każda z nas. Ostatnio coraz częściej zaskakuję samą siebie. Nie mam oporów przed wprowadzeniem nowego koloru - ha ha mój pomarańcz, ani nowych elementów.
Komentarze - która z nas ich nie lubi, rączka w górę. Żadnych łapek. Uwielbiamy je i nie ma co kryć i twierdzić, że jest inaczej. Dodają nam skrzydeł, mobilizują. A gdy nam źle i czujemy się samotne wśród ludzi, sprawiają, że czujemy obok oddech kogoś bliskiego, takiej wirtualnej przyjaciółki, koleżanki.
Nagrody są. Dwie czekają, bo... Basia napisała, że odbierze sobie, jak do mnie wpadnie w październiku, a dostanie niebieski portfel, taki prezent sobie zażyczyła. Marta otrzyma coś, o czym marzyła: darmową lekcję w przenoszeniu grafiki metodą transferu. Mówiłam, że ma to w internecie, ale nie, uparła się, że chce u mnie, haha z czego tylko się cieszę.
Jak powiedział Lew Tołstoj: "Czas się nie śpieszy - to my nie nadążamy."
I coś w tym jest, bo ja przez pośpiech i moje zakręcenie, pomyliłam adresy. Wysłałam paczuszkę z nagrodą za 2000-tysięczny komentarz nie tej osobie co trzeba, ale...